Angielski przez Skype – tak czy nie?
10 września 2019

Small group of young people at a business meeting in a cafe

Po co Ci trener, czy nauczyciel, skoro i tak wszystkiego musisz nauczyć się sam(a)?

Niektórzy mają takie wybrażenie o procesie nauczania: „Przychodzi uczeń (który nie umie) do nauczyciela (który umie). Nauczyciel bierze ucznia i uczy go. Jak skończy, uczeń wychodzi nauczony.” Ale to tak nie działa. Uczeń nie jest stroną pasywną. Jest tym, który „uczy się”. Nauczyciel „tylko” mu w tym pomaga.

Żaden nauczyciel nie jest w stanie włożyć do Twojej głowy niczego. Choćby nie wiadomo co umiał, jak bardzo się starał i jakich metod nie stosował, nie przeleje niczego z własnej głowy do Twojej. Do swojej głowy wkładasz sam(a). Nawet najgenialniejszy metodyk na świecie niczego nie wskóra, jeśli uczeń nie zechce się uczyć. Uczysz się zatem Ty.

Co zatem robi nauczyciel? Jaką rolę pełni w procesie nauczania? A może w ogóle nie jest potrzebny? I dlaczego teraz są trenerzy językowi?

Są rzeczy, których uczymy się naturalnie. Nikt nam nie tłumaczył np. jak się chodzi. Byliśy „zaprogramowani” na to, by przez pierwsze miesiące życia ćwiczyć mięśnie i pewnego dnia wstać, a później zrobić samodzielne pierwsze kroki – niepewne, ale dające ogromną radość i satysfakcję. Z czasem nabraliśmy w chodzeniu takiej wprawy, że babcia z dziadkiem nie mogli za nami nadążyć. A jak nauczyliśmy się biegać, to i mama z tatą nie dawali rady. 

Z nauką czytania i pisania czy jazdą na rowerze już jednak było inaczej. Nie są to umiejętności dane nam naturalnie. Bez pomocy z zewnątrz nie opanowalibyśmy ich. Ktoś musiał dać nam instrukcje, dzięki którym mogliśmy poskładać literki w słowa i zrozumieć ich znaczenie. Ktoś podpowiadał jak co zrobić z ciałem, by wsiąść na rower i z niego nie spadać. Jak utrzymywać równowagę. Na co zwracać uwagę podczas jazdy. Pomógł wypracować pewne automatyzmy, dzięki którym jazda na rowerze stała się łatwa. Może nawet przyjemna. Dodawał otuchy, gdy przychodziły trudne momenty. Szukał wyjścia z impasu. Patrzył co robimy dobrze, a co trzeba poprawić. Pokazywał. Tłumaczył. Cierpliwie.

Nauczyciel, choć „nie wkłada nam niczego do głowy”, niesie pomoc i dostarcza narzędzi, które umożliwią nauczenie się czegoś. Moim zdaniem, nauczyciel to taki katalizator, który przyśpiesza proces uczenia się. Czasami go inicjuje. Jednocześnie czuwa nad tym, żeby proces ten przebiegał prawidłowo.

Posługiwanie się językiem jest umiejętnością. Podobnie jak jazda na rowerze, gra w piłkę czy gra na skrzypcach. Wymaga nie tylko wiedzy – czyli rozumienia i pamiętania – ale i wypracowania pewnych nawyków i sprawności, które pozwalają efektywnie się językiem posługiwać.

Czy zastanawialiście się czasem po co wybitnym sportowcom trenerzy? Czyż taki Messi nie gra lepiej niż wszyscy trenerzy, z którymi pracuje i kiedykolwiek pracował? Bez tych trenerów nie byłby jednak najlepszym piłkarzem na świecie. Jak to się dzieje, że ktoś potrafi wykształcić ludzi, którzy są w czymś lepsi od niego? Dobry trener (czy nauczyciel) pomaga swoim podopiecznym wspinać się na szczyty ich możliwości. Skupia się na rozwoju cudzego talentu, na cudzych celach i cudzych sukcesach. Analizuje, przygotowuje strategie działania, podpowiada co robić, jak robić to lepiej. Nie pozwala odpuścić. Trener językowy robi to samo. Uczysz się Ty. Ale on pomaga osiągnąć Ci Twoje cele szybciej i skuteczniej. I czuwa nad tym, żeby się nie poddał(a).